o nas aktualności członkowie partnerzy Łomża powiat gminy architektura muzea
przyroda wędrówki agroturystyka hotele gastronomia urzędy fotogaleria mapa kontakt

LOKALNA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA ZIEMIA ŁOMŻYŃSKA z siedzibą w Drozdowie, ul. Główna 38, 18-421 Piątnica, e-mail: lot_ziemialomzynska@wp.pl; www.lotlomza.nazwa.pl
KRS 0000334332; R-200301215; NIP 718-210-58-07; konto: 96 2490 0005 0000 4500 2818 6656
Adres do korespondencji: Łomżyńskie Centrum Informacji Turystycznej, ul. Krzywe Koło 9, 18-400 Łomża,
tel. 86 216 70 50, 86 216 50 19, w. 44 lub: Andrzej Skarzyński - prezes Zarządu LOT ZŁ, ul. Senatorska 23, 18-400 Łomża, tel. 86 216 26 50, mob. 601 328 181, e-mail: bpskatur@poczta.onet.pl


 

 

PRZEWODNIK. ŁOMŻA I ZIEMIA ŁOMŻYŃSKA wydanie II internetowe uzupełnione 2016

 

ŁOMŻYŃSKI INFORMATOR KULTURALNY

 

BIULETYN INFORMACYJNY LOT ZŁ nr 1/3/2016

 

BIULETYN INFORMACYJNY LOT ZŁ nr 2/4/2016

 

VIII Ogólnopolskie Dni Akwarystyki
w Muzeum Przyrody w Drozdowie
7 - 9 października 2016 r.

P R O G R A M szczegóły

 

 

XIV edycja konkursu na Najlepszy Produkt Turystyczny – Certyfikat Polskiej Organizacji Turystycznej

 

 

XXIII MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL MUZYCZNE DNI DROZDOWO-ŁOMŻA 2016 (1.07.-10.07)

Wielką galą w Muzeum Przyrody w Drozdowie zakończył się w niedzielę 10 lipca br. 23. Festiwal Muzyczne Dni Drozdowo-Łomża 2016. Kilkadziesiąt samochodów osobowych, specjalny autobus MPK Łomża i kilkaset osób mimo kapryśnej pogody, towarzyszyłom artystom. Wielkie dzięki dla p. Jacka Szymańskiego i towrzyszących jemu artystom. Dziękujemy, zapraszamy w przyszłym roku.


 

Fotografie dzięki uprzejmości portalu http://www.mylomza.pl/

 

Bursztyn z kraju i ze świata w Łomży

 


– To nieprawda, że bursztyn jest tylko w Łomży – mówił dyrektor Muzeum Północno-Mazowieckiego Jerzy Jastrzębski, otwierając wystawę czasową „Bursztyn Polska i świat”.
 Składające się na nią unikalne bursztyny z całego świata pochodzą z bogatych zbiorów Muzeum Ziemi Polskiej Akademii Nauk w Warszawie.
 – Fakt, że jesteśmy w Łomży jest ważny i dla nas niezwykle radosny, albowiem nasz Dział Bursztynu, który nadal cieszy się największym zbiorem bursztynu w Polsce, zapoczątkował swoje istnienie dzięki Adamowi Chętnikowi! – podkreślał Ryszard Szczęsny, dyrektor Muzeum Ziemi.

 

Fot; Muzeum Północno-Mazowieckie w Łomży

Duże foto - kliknij na obrazek

Wideo - kliknij tutaj


Jedną z autorek wystawy jest geolog prof. dr hab. Barbara Kosmowska-Ceranowicz, autorytet w tej dziedzinie, współpracująca przed laty z Adamem Chętnikiem.
W grudniu ubiegłego roku otwarto w Muzeum Północno-Mazowieckim wystawę stałą „Bursztyn w dorzeczu Narwi”, kontynuację istniejącej z przerwami od 1950 roku  pierwszej w Polsce wystawy bursztynu powstałej z inicjatywy Adama Chętnika. W przededniu kolejnej łomżyńskiej edycji Nocy Muzeów dopełniono ją czasową ekspozycją, prezentującą inne spojrzenie na bursztyn. 
– To jedna z największych wystaw czasowych bursztynu w Polsce, o ile nie największa! – podkreśla Katarzyna Kwiatkowska, kierownik Działu Bursztynu Muzeum Ziemi. – Chcieliśmy pokazać, że bursztyn występuje nie tylko w Polsce, bursztyn jako określenie nie dotyczy tylko tego co znamy, np. bursztynu bałtyckiego, ale jest to każda żywica kopalna. Mamy więc bursztyny dominikańskie, meksykańskie, z Indonezji, Libanu, chcieliśmy też pokazać piękno bursztynu, czyli to wszystko, co się z niego robi. 
Dlatego więc na wystawie, obok form naturalnych bursztynu, inkluzji roślinnych i zwierzęcych można też oglądać biżuterię, różnego rodzaju ozdoby, najrozmaitsze imitacje bursztynu, np. ze szkła oraz używanego w medycynie i kosmetyce, jak olejki o zapachu bursztynowym czy nalewki na nim bazujące, nie brakuje też wyczerpujących informacji o jego genezie i występowaniu.
– Pierwszy raz jest tak, że jest taka duża przestrzeń na wystawę – mówi Barbara Kosmowska-Ceranowicz. – W Warszawie mamy bardzo kiepskie możliwości, bo tam wystawa stała jest na 27 metrach, a zbiory sięgają w tej chwili prawie 27 tysięcy numerów inwentarzowych, przy czym część z nich składa się z większej ilości elementów, więc trzeba doliczyć jakieś pięć tysięcy sztuk. 
Prof. Kosmowska-Ceranowicz zaczynała pracować pod kierunkiem Adama Chętnika i to właśnie pod wpływem wybitnego etnografa i muzealnika zdobywała pierwsze doświadczenia zawodowe. 
– Znałam Adama Chętnika, dlatego otwarcie tej wystawy w Łomży ma dla mnie ogromne znaczenie! – mówi Barbara Kosmowska-Ceranowicz. – On pracował w Muzeum Ziemi od 1951 do 1958 roku, a ja zaczęłam tam pracę w 1956. Wiedziałam doskonale, że zbiór, który zebrał – około czterech tysięcy okazów – powstał w tym czasie; potem kierownikiem była pani Zalewska, a od 1973 roku ja i dla mnie była to zawsze kontynuacja pracy Adama Chętnika. To cudowne, że cały świat podąża naszym śladem i wciąż zachwyca się bursztynem. Potrwa to tak długo, póki będzie on skrywać przed nami jakieś tajemnice, póki nie wiemy o nim wszystkiego. 
– Okazuje się, że po 55 latach od otwarcia przez Adama Chętnika naszej pierwszej wystawy, mamy największą wystawę czasową bursztynu w Polsce – podkreśla dyr. Jerzy Jastrzębski. – Uzupełnia się ona z naszą wystawą stałą „Bursztyn w dorzeczu Narwi”, która dostała właśnie główną nagrodę w konkursie na najciekawsze muzealne wydarzenie roku 2015 w regionie podlaskim w kategorii wystawa!

Wojciech Chamryk, www.4lomza.pl

 

Główna nagroda dla wystawy stałej bursztynu

W XIV edycji Konkursu „NA NAJCIEKAWSZE WYDARZENIE MUZEALNE 2015 ROKU W REGIONIE PODLASKIM”, organizowanego przez Oddział Podlaski Stowarzyszenia Muzealników Polskich, I nagrodą w kategorii WYSTAWA uhonorowano ekspozycję stałą Muzeum Północno-Mazowieckiego w Łomży„BURSZTYN W DORZECZU NARWI”, której autorem jest Jerzy Jastrzębski, dyrektor muzeum. Na Konkurs wpłynęło 14 zgłoszeń, w kategorii: WYSTAWA – 8, w kategorii WYDARZENIE POZAWYSTAWIENNICZE – 4 oraz w kategorii WYDAWNICTWO – 2. Jury Konkursu przyznało łącznie 4 nagrody i 3 wyróżnienia oraz 2 dyplomy gratulacyjne. Uroczyste wręczenie muzealnych laurów odbędzie się 16 maja 2016 roku w Muzeum Przyrodniczo-Leśnym Białowieskiego Parku Narodowego w Białowieży, w czasie obchodów „Dnia Muzealnika”.

 

 

Odbudujmy dawną Łomżę!
Łomża historią stoi. Obecnie żyjemy w czasach, w których nie musimy zmagać się z wojną. Kiedyś, niestety, widok zburzonych miejsc był dla mieszkańców na porządku dziennym. A gdyby tak mieć wehikuł czasu i cofnąć się do kilkudziesięciu lat wstecz? Co byśmy wtedy zobaczyli? Jak wyglądałaby rekonstrukcja zniszczonych obiektów? Tego zadania, w wersji wirtualnej, podjął się Zbigniew Parzych, twórca projektu „Odbudujmy dawną Łomżę”.
Zadanie nie należy do najłatwiejszych. Odtworzenie miejsc, których już nie ma wymaga wiedzy historycznej i przede wszystkim mnóstwa pracy. Zwłaszcza dostęp do materiałów obrazujących Łomżę z dawnych lat wydaje się istotną przeszkodą. Ale dla chcącego nic trudnego. Autor spędził godziny przeszukując archiwa i wyszukując dane, które mogłyby mu pomóc zrekonstruować wirtualnie przedwojenne miasto. Głównym źródłem stały się zdjęcia, plany i mapy.
Pasja Pana Zbigniewa narodziła się wiele lat temu, jednak życie ułożyło mu scenariusz, który pozwolił zająć się projektem dopiero po latach.
- Na początku była książka Winiarskiego, w której wspominał o budynku szkoły, przejściach podziemnych pod ulicami, życiu w Łomży pod zaborami. Zacząłem szukać informacji historycznych, starych zdjęć, pocztówek, rozmawiałem z osobami starszymi, które pamiętały czasy przedwojenne. Pierwsze pomysły to były porównania fotograficzne - Łomża dziś i dawniej, zdjęcia zrobione z tej samej perspektywy. Udało mi się dotrzeć do ogromnej ilości zdjęć, z archiwów i zbiorów prywatnych. W latach 90. przeniosłem się do Niemiec, to spowolniło prace badawcze, wręcz zastopowało. Po kilku latach pracy przeniosłem się na południe Hiszpanii, gdzie mieszkam do tej pory. Cały materiał pojechał ze mną i czekał, żeby nadać mu właściwy kształt. Najlepszym rozwiązaniem wydała się wirtualna odbudowa – mówi nam Pan Zbigniew.
Dzięki zastosowaniu techniki 3D pewne miejsca pokazane są z dowolnego punktu, także z lotu ptaka. - Aby zrobić to dobrze, potrzeba dużo czasu na każdy obiekt, całe rozpoznanie informacyjne, historyczne i wizualne, porównywanie na bieżąco efektu ze starymi zdjęciami – dodaje autor.
Najwięcej pracy twórca poświęcił w 2014 roku. Powstało wtedy wiele pełnych lub częściowych szkiców obrazujących kluczowe punkty przedwojennej Łomży. Wirtualne odnowienie przeżyły miejsca takie, jak m.in. piekarnia na ul. Zielonej, kino Mirage, więzienia w al. Legionów i na ul. Wiejskiej oraz Wielka Synagoga na ul. Giełczyńskiej.
 W tej chwili, w związku z działaniami zawodowymi, Zbigniew Parzych poświęca mniej czasu na prace projektowe. Nie oznacza to jednak zawieszenia pomysłu; jest on dalej kontynuowany. Mnóstwo czasu zajmuje zbieranie danych historycznych, porządkowanie gotowych materiałów, bez których nie rozpocznie się dalszej, pełnej rekonstrukcji. W planie są oczywiście nowe obiekty.
Projekt w wersji ostatecznej zakłada szczegółową rekonstrukcję przedwojennej Łomży, tak, aby zobaczyć to samo, co na przedwojennych zdjęciach. Finalnie, powstanie model 3D, w którym będzie można dokonać wirtualnego spaceru po ulicach.
- Efekt ze wszystkimi szczegółami, ze światłem naturalnym, cieniami będzie odpowiadać dokładnym widokom z tych przedwojennych zdjęć – zapewnia Pan Zbigniew.
Wcześniejsze prace można znaleźć na fanpage’u projektu: https://www.facebook.com/odbudujmy.dawna.lomze

 

 

HISTORIA ŁOMŻYŃSKICH ŻYDÓW
Dzieje diaspory żydowskiej w Łomży w latach 1494-1942 uczestnikom wszechnicy łomżyńskiego oddziału Towarzystwa Uniwersytetów Ludowych oraz miłośnikom historii, przybliżył Adam Sokołowski z Muzeum Północno-Mazowieckiego. Sam też poznał nieznane dotąd relacje naocznych świadków tamtych oraz późniejszych wydarzeń.
– Miałam wtedy już 11 lat – wspomina likwidację łomżyńskiego getta Irena Jegier, obecnie Wagner. – Widziałam to wszystko, bo pochowaliśmy się w zboża na Górce Głodówce i Żydzi w tym czasie byli wypędzani ze swoich ulic. Pamiętam też, jak potem z innymi dziećmi chodziliśmy oglądać powieszonego Polaka, bo niektórzy zaczęli kraść w getcie i dzisiaj te wspomnienia wróciły!
Comiesięczne spotkania tulowskiej wszechnicy dla wszystkich, koncentrują się na poznawaniu historii i kultury Łomży i jej okolic, dlatego dwugodzinny i ilustrowany archiwalnymi zdjęciami wykład historyka Adama Sokołowskiego spotkał się ze sporym zainteresowaniem słuchaczy.  
– Jest problem ze źródłami – nie kryje Adam Sokołowski. – Tłumaczenie „Księgi pamięci gminy Łomża” daje jednak pewną nadzieję, że będziemy mogli poznać tę historię od środka i dowiedzieć się trochę więcej. Problemem jest tu jednak, że oni często nie podają konkretnych faktów, będą więc trudności z weryfikacją ich wizji przeszłości i naniesieniem jej na to, co już znamy. 
Niepodważalne fakty są takie, że pierwsza wzmianka o łomżyńskich Żydach pochodzi z 1494 roku i to właśnie ta data stała się punktem wyjścia dla historyka do opowieści o prawie 450 latach ich  obecności nad Narwią, chociaż jest wielce prawdopodobne, że mieszkali tu już wcześniej. 
Czasy Łomży książęcej (1418-1526), miasta królewskiego (1526-1795), zaboru pruskiego (1794-1807), Księstwa Warszawskiego (1807-1815), Królestwa Polskiego (1815-1866) i gubernialnego zaboru rosyjskiego (1867-1915) i lat do wybuchu II wojny światowej pokazują stopniowy wzrost liczebności i znaczenia ludności żydowskiej. Chociaż dotykały ją liczne zakazy osiedlania się czy inne represje, to już w roku 1809 w Łomży mieszkały 72 rodziny żydowskie, w tym cztery kupieckie, a w niecałe 50 lat później było ich dokładnie 2608 osób. Rozwój diaspory żydowskiej wiązał się w powstaniem gminy w roku 1826, zgodą na  osiedlanie się na terenie całego miasta trzy lata później i włączeniem Rybak w obręb miasta po kolejnych trzech latach. Żydzi wykonywali często zarezerwowane dla siebie zawody, będąc nie tylko kupcami, ale też czapnikami, złotnikami, jubilerami, furmanami, tragarzami czy szmaciarzami. Niektórzy asymilowali się też z Polakami, brali udział w powstańczych zrywach 1831 i 1863 roku, nierzadko zaś, jak np. Izrael Chonczak, oddawali za nie życie. W Łomży działali też w tym czasie prekursor syjonizmu Dawid Jakub Jeleń czy w latach międzywojnia  właściciel tartaku, społecznik i socjaldemokrata Motel Biały, zaś pierwsza rada miasta po odzyskaniu niepodległości składał się w sporej części z przedstawicieli liczącej wówczas, z powodu napływu uchodźców, około 60 % ogółu mieszkańców Łomży, diaspory żydowskiej. Miała ona wtedy do dyspozycji dość rozbudowaną infrastrukturę, z wielką synagogą, nowym cmentarzem użytkowanym od 1892 roku, szkolnictwem, przedszkolem, domem sierot, zakładami przemysłowymi jak odlewnia i fabryka maszyn rolniczych Mendla Orłowskiego, szpitalem (gdzie leczono też Polaków), towarzystwami i klubami sportowymi czy nawet prasą.  
I chociaż przed wybuchem wojny nie brakowało wystąpień antysemickich jak zbezczeszczenie cmentarza w 1938 roku, to wtedy ludność żydowska stanowiła aż 38,3 % mieszkańców Łomży. 
Większość z nich straciła życie już po wkroczeniu Niemców w 1941 roku, wielu zabił tyfus w założonym w sierpniu tego roku getcie, a pozostałe przy życiu około siedmiu tysięcy w 1942 roku trafiło do obozu przejściowego w Zambrowie, skąd wywieziono ich do obozów zagłady.  
Przeżyli nieliczni, którzy upamiętnili pomordowanych w „Yizkor book” – „Księdze pamięci gminy Łomża”, a gdy niekiedy odwiedzali Łomżę, natykali się na zdewastowane nagrobki. 
– Po przyjeździe do Łomży do pracy sama widziałam, jak rozkradano na tych cmentarzach macewy, które używano później przy fundamentach! – wspomina z oburzeniem 86-letnia emerytowana nauczycielka Zofia Tyszka. – Kiedy pytałam dlaczego to robią, nawet nie umieli odpowiedzieć... 
– Nie sądzę, żebyśmy ustalili i odkryli wszystko w pełni – ocenia Adam Sokołowski. – Pewne procesy są nieodwracalne: była zagłada w czasie II wojny światowej, a kolejne pokolenia odchodzą. Nadzieję dają informacje, że to co jest w „Księdze...”, jest to tylko część materiałów, bo wiele z nich napłynęło już po jej wydaniu, o czym pisał wiele lat temu w „Kontaktach” Jom-Tow Lewiński. Apeluję też do świadków tamtych wydarzeń czy osób posiadających archiwalne dokumenty lub zdjęcia o zgłaszanie się do Muzeum Północno-Mazowieckiego – spiszemy ich relacje, wykonamy kopie materiałów, aby to upamiętnić póki jeszcze można! 

Wojciech Chamryk (www.4lomza.pl)

 

 

Bursztyn w dorzeczu Narwi i w łomżyńskim muzeum
Wyczekiwaną od lat wystawę stałą „Bursztyn w dorzeczu Narwi” otwarto w Muzeum Północno-Mazowieckim w Łomży. To poszerzona o nowe eksponaty i wzbogacona o multimedia kontynuacja pierwszej w Polsce wystawy bursztynu powstałej z inicjatywy Adama Chętnika w 1950 roku, z której łomżyńskie muzeum słynęło nie tylko w Polsce.
– Tak się jakoś składało przez wiele lat, że to była nasza jedyna wystawa stała, utożsamiano nas z bursztynem, jechano do Łomży, żeby go zobaczyć – mówi dyrektor muzeum Jerzy Jastrzębski.
– Czekałem na otwarcie tej wystawy, bo bursztyn jest przecież takim wyznacznikiem tego regionu – dodaje Zdzisław Bziukiewicz, bursztyniarz i współtwórca Muzeum Kurpiowskiego w Wachu. – Obecnie promuje się wycinankę, ale faktycznie to bursztyn towarzyszył Kurpiom od wieków, a nie ona!
(http://www.muzeum.kurpie.com.pl)

 

 

Utworzenie przez  Adama Chętnika, dwa lata po zakończeniu II wojny światowej, działu bursztynu w łomżyńskim muzeum zaowocowało wkrótce otwarciem najsłynniejszej wystawy stałej w dziejach  łomżyńskiej placówki. Była ona stale powiększana i eksponowana we wszystkich siedzibach muzeum.
– Ta wystawa miała swoje lepsze i gorsze czasy – mówi Jerzy Jastrzębski. – Był okres, kiedy nie funkcjonowała z powodu kradzieży na ul. Sadowej, do 2006 roku była na ul. Krzywe Koło, a po zakończeniu remontu obecnej siedziby i przygotowaniu jej w odnowionej wersji znowu możemy ją oglądać!
Nowa odsłona wystawy - wizytówki łomżyńskiego muzeum wpisuje się w cykl jej ekspozycji kurpiowskich, sąsiadując z prezentacją „Osóbek”, to jest kapliczek i przydrożnych krzyży.
Nie brakuje na niej eksponatów sprzed lat, w tym pochodzących z XIX wieku, uzupełnionych nowszymi nabytkami, stąd duży przekrój najróżniejszych wyrobów: przedmiotów codziennego użytku, dewocjonaliów, ozdób i biżuterii, w tym niezwykle efektownych korali.
– Mam ogromną satysfakcję, że widzę tu zrobiony przeze mnie ten największy sznur korali, kupiony do muzeum ponad 20 lat temu – mówi Zdzisław Bziukiewicz. – Sporo jest też w zbiorach muzealnych dzieł naszej rodziny, bo moi rodzice też zajmowali się obróbką bursztynu i często te wyroby, to były wyroby wspólne: ktoś obrabiał korale, ktoś inny składał cały naszyjnik.
O tym, że tradycje w rodzinie państwa Laury i Zdzisława wciąż przechodzą z pokolenia na pokolenie przekonywali ich synowie, Piotr i Paweł, demonstrujący obrabianie bursztynu. Narzędzia do jego ręcznej obróbki można też obejrzeć na wystawie, podobnie jak takie służące do poszukiwania i kopania bursztynu. Można też zapoznać się z różnymi rodzajami ziemi bursztynowej, surowcem do obróbki w postaci większych lub mniejszych brył oraz nietypowymi bursztynami, zawierającymi tzw. inkluzje, z kurpiowska zwane „wścibkami”, powstałymi kiedy np. owad został zatopiony przed wiekami w żywicy ściekającej po drzewie.
– Ta ekspozycja różni się od poprzednich – zauważa dyr. Jastrzębski. – Bursztynów jest znacznie więcej, inny jest układ wystawy, bo w poprzednim budynku byliśmy ograniczeni powierzchnią, a tu mamy nawet pewną rezerwę miejsca do zagospodarowania w przyszłości, co jest jednak związane z możliwościami pozyskania nowych eksponatów.
Są też dwie prezentacje audiowizualne, dzięki którym można zapoznać się z historią bursztynu w dorzeczu Narwi, jego formami, odmianami i właściwościami, sposobami poszukiwania i wydobywania oraz obrabiania. Nie brakuje też innych atrakcji.
– Ewenementem w skali krajowej są bursztyny na talerzu obrotowym, powiększane i pokazywane poprzez kamerę na ekranie monitora – mówi Jerzy Jastrzębski. – Pokazujemy tu bryły z zewnątrz, te elementy charakterystyczne jak sople, ale też ich wnętrze, w tym różne rodzaje inkluzji, a także jedną gablotę z gotowymi elementami bursztynowymi, gdzie można obserwować wszystkie detale niewidoczne gołym okiem, w tym ogromną dokładność z jaką bursztyniarze kiedyś te wyroby opracowywali. A cała wystawa, to dla nas duże wydarzenie z kilku powodów, bo zamykamy nią cykl realizacji pięciu wystaw stałych i do naszego muzeum wraca bursztyn jako przedmiot ekspozycji. Związane jest to również z dwoma innymi wydarzeniami: 130-leciem urodzin Adama Chętnika i Rokiem Chętnikowskim w województwie podlaskim, ale też 65 rocznicą otwarcia pierwszej wystawy bursztynu w Łomży z jego inicjatywy, jeszcze w siedzibie przy Alei Legionów.
– Teraz jestem za tym, żeby zrobić cały kurpiowski szlak bursztynowy od Łomży do Wachu! – dodaje Zdzisław Bziukiewicz. – Jest tu pokazany bursztyn w dawnych wyrobach, a u mnie przecież odbywa się to współcześnie: są zajęcia z kopania i obróbki bursztynu, można więc to połączyć i pokazać te nasze tradycje, tym bardziej, że Kurpie w zasadzie poza tym regionem nie są znani.

Wojciech Chamryk

 

 

 

 

NOWE WYDANIE "ŁOMŻA I ZIEMIA ŁOMŻYŃSKA. PRZEWODNIK" jest już do nabycia w siedzibie Łomżyńskiego Centrum Informacji Turystycznej, ul. Krzywe Kolo 9 III p. pok. 301 (Uczelnia Jańskiego w Łomży) oraz w sklepie "Pamiątki z Łomży", mieszczący się przy Starym Rynku. ZAPRASZAMY

 

 

Na nartach przez Łomżyński Park Krajobrazowy

 

 

Łatwiejsza i trudniejsza. Obydwie dla amatorów nart biegowych.
- Trasa cieszy się sporym zainteresowaniem wśród narciarzy biegowych - przyznaje Mariusz Sachmaciński, dyrektor Łomżyńskiego Parku Krajobrazowego Doliny Narwi. - Szlak jest bezpieczny i zachwyca pięknymi widokami.

Pracownicy Parku wyznaczyli i oznaczyli dwie trasy wiodące przez piękny teren ŁPKDN.

Pierwszy tzw. szlak zachodni rozpoczyna się we wsi Rakowo- Czachy, a wjazd zlokalizowano z drogi asfaltowej przy domu nr 17.

"Jest to krótsza i łatwiejsza trasa, przeznaczona dla początkujących biegaczy" - czytamy na stronie ŁPKDN. - "Liczy ona około trzech kilometrów i przebiega szerokimi leśnymi i polnymi ścieżkami. Biegnie po drodze gminnej bardzo rzadko uczęszczanej i jest regularnie odśnieżana. Jest ona poprowadzona na terenie płaskim z niewielkimi
przewyższeniami i jest dość łatwa. Atrakcją ścieżki jest jej malowniczy krajobraz".

Obie trasy są oznakowane i połączone wąskim, 360-m przesmykiem, który zaczyna się leszczynami i biegnie przez las.

Użytkownicy trasy zgodnie ze swoimi możliwościami mogą wrócić tą samą trasą do punktu "start" albo podążać dalej trudniejszym szlakiem wschodnim.

- Szlak wschodni jest niezwykle atrakcyjny. Pagórki, zjazdy. Wiedzie przez las i pola, piękne widoki - zachwala dyrektor ŁPKDN. - Można spotkać lisy, czy też sarny.

Ta trasa zaczyna się w miejscowości Rakowo - Boginie (wjazd z drogi asfaltowej przy domu nr 35a). To dłuższa trasa, przeznaczona dla osób bardziej zaawansowanych, a nawet można określić ją jako trasę wyczynową. Liczy ona 4,05 km jest urozmaiconą i wymagającą trasą poprzez wyniesienia morenowe liczące około 20 m n.p. m. z kilkoma podbiegami liczącymi nawet 0,6 km i zjazdami trwającymi do 50 sekund. Przeznaczona jest dla wytrawnych biegaczy. W okolicy Rakowo- Boginie rozciąga się piękny widok na Dolinę Narwi. - Trasa jest oznaczona słupkami i wstążkami - dodaje dyrektor.

Za Łomża nasze miasto

 

 

Ziołowe tajemnice Doliny Narwi

 

Aż 80 gatunków roślin leczniczych rośnie w Dolinie Narwi. Teraz można je oglądać na wystawie w Muzeum Przyrody w Drozdowie. Ukazuje ona także unikalne bogactwo świata roślinnego okolic Narwi, rozwijającego się tak intensywnie dzięki temu, że jest to jedna z ostatnich nieuregulowanych rzek w Polsce.
– Dziedzictwo przyrodnicze tych terenów stanowi nasz swoisty kapitał i jest ono ciągle odkrywane – podkreśla Anna Archacka, dyrektor muzeum. – A poprzez tę wystawę chcemy też uczulić wszystkich na to, że czasami zwykłe rośliny, których można nie zauważyć i podeptać, mają tak ogromne znaczenie dla naszego zdrowia i życia!

Wystawa „Ziołowe tajemnice. Rośliny lecznicze Doliny Narwi” w Ośrodku Edukacji Ekologicznej przedstawia zaledwie niewielką część gatunków roślin rosnących w okolicach Łomży. Ekspozycja została podzielona na dwie części: pierwsza to modele roślin odtworzone w naturalnym środowisku oraz prezentacje multimedialne, w drugiej można oglądać rekonstrukcję izby zielarza sprzed wieków z licznymi akcesoriami i ziołami.
– Przed rokiem otwieraliśmy ten ośrodek i już wtedy był nieśmiały pomysł przygotowania w nim wystawy o tematyce zielarskiej – mówi Anna Archacka. – Udało się go zrealizować, a autorami wystawy są pracownicy merytoryczni naszej placówki: kustosz Barbara Turowska, autorka koncepcji wystawy oraz kustosz Teresa Grużewska autorka jej opracowania merytorycznego wraz z panem Mirosławem Angielczykiem.
– Miałam pomysł, by w dwóch salach przedstawić historię ziołolecznictwa oraz jego współczesność, także pod kątem zainteresowania tematem dzieci i młodzieży – dodaje Barbara Turowska. – A wzięło się to stąd, że bardzo cenię zioła, moją pierwszą, po przygodowych, książką było „Ziołolecznictwo” prof. Ożarowskiego. Dlatego kiedy mieliśmy już odpowiednie pomieszczenia, postanowiliśmy pokazać roślinność Doliny Narwi, bo jest ona bardzo urozmaicona i różnorodna.
Ludzie przez wieki doskonale zdawali sobie sprawę z odtruwających właściwości lebiodki pospolitej, przeciwbólowych i przeciwgorączkowych wiązówki błotnej czy bakteriobójczych chrzanu. Często stosowali też wiele innych ziół na liczne choroby i dolegliwości, jak macierzanka, często występująca, w zależności od odmiany, w suchych lasach i na nadnarwiańskich łąkach oraz tak pospolitych jak pokrzywa zwyczajna. Jednak jak podkreślał w swej prelekcji recenzent wystawy, prof. dr hab. Zenon Węglarz ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, wiele roślin leczniczych, jak dziurawiec, jest obecnie hodowanych na plantacjach, a całkowicie chronione, takie jak chociażby mącznica, są narażone na całkowite wyginięcie z powodu nadmiernej ekspansji zbieraczy.
Również kolejni prelegenci: mówiący o medycynie naturalnej dawniej i dziś Mirosław Angielczyk oraz poruszająca temat bioróżnorodności jako świadectwa dobrego stanu środowiska naturalnego Teresa Grużewska, podkreślali potrzebę dbałości o rośliny, coraz rzadziej występujące w naturze – lecznicze i nie tylko.
– Zdecydowanie należy chronić zioła na naturalnych środowiskach – mówi Teresa Grużewska. – Byłoby też z korzyścią dla wszystkich, gdybyśmy z postępem cywilizacyjnym umieli zachować praktyczną wiedzę poprzednich pokoleń o rodzimych ziołach i naturalne siedliska!

Wojciech Chamryk, 4lomza.pl

 

 

 

napisz do nas: kontakt